Sjensja-fiksjon

UFO

Zdjęcie O.V.N.I. (czy UFO): ALAMY KLIK

Tak brzmiałoby w mocno uproszczonym i niepoprawnym zapisie fonetycznym hiszpańskie określenie na świat science-fiction. Polscy nie-hispaniści będą, być może, zadziwieni w swym narodowym umiłowaniu do anglicyzmów, natomiast znawcy i pół-znawcy kultury iberyjskiej pokiwają tylko głowami – niczego innego nie spodziewali się po nacji, która stosuje z zamiłowaniem tłumaczenia i własne skróty. I tak, zamiast obwiniać o epidemię świńskiej grypy WHO, Hiszpanie (dość bezczelnie, powiedzmy sobie, zważywszy na fakt, że pamięć o hiszpance jeszcze nie zginęła) będą mieć pretensje do OMS (Organización Mundial de la Salud). W imieniu Półwyspu Iberyjskiego o etyce stosowania bezzałogowych dronów będzie dyskutować z Obamą nie NATO, lecz OTAN (La Organización del Tratado Atlántico Norte), podczas gdy tracący kontakt z rzeczywistością wielbiciele ciencia ficción (science-fiction) powiedzą, że to nie drony widać na niebie, lecz – uwaga, zupełne szaleństwo! – O.V.N.I. (objeto volador no identificado – hiszpański zamiennik UFO, dosłownie oznacza to po prostu „obiekt latający niezidentyfikowany”, czyli wszystko się zgadza).

O.V.N.I., choć podobno coraz rzadziej widywane, jakoś nie dają się zbić z trajektorii, i wlatują szerokim, migającym światełkami strumieniem także do uniwersum mikrofikcji. Ciekawe informacje przede wszystkim o poezji SF znaleźć można na stronie www.mikrosf.com (KLIK) – ujawnienie się przez jej autora w komentarzu na mikroopowiadania.pl bardzo mnie ucieszyło, staram się bowiem – zazwyczaj syzyfowo – tropić wszystko, co z mikro-literaturą ma wspólnego w polskim obszarze językowym Sieci. Nie jest tego dużo, tym bardziej więc cieszy ten przebłysk podobnych zainteresować z równoległego wszechświata.

Z okazji tego szczęśliwego spotkania warto nadmienić, że krótkie narracje dzielą się na podgatunki (niezmiernie śmieszy to pewnego znanego mi prześmiewcę, który nie może się nadziwić, że „takie małe, a jeszcze się dzieli!”), wśród których mikroopowiadania fantasy i science-fiction zajmują miejsce poczesne i doceniane. Duża część blogosfery poświęcona jest takiej właśnie twórczości, czy to w języku hiszpańskim (np.KLIK), czy w angielskim (np.KLIK). Jak to zwykle z mikroopowiadaniami bywa, nie brakuje też konkursów, w tym zeszłorocznego konkursu z przyszłości: „Microrrelatos de Ciencia-Ficción 2051”, w którym wygrać można było internetowy kurs w Escuela de Escritores (Szkole Pisarzy) oraz przyjemną sumkę 500 €. Zwycięska narracja, choć napisana nieco zużytym językiem o oklepanym liryzmie, ma jednak pewien urok melancholii, który każe czekać z niecierpliwością, aż do mikroopowiadań SF wezmą się mistrzowie gatunku.

Łzy Harlana

24/06/2051. Łza ześlizgiwała się powoli po policzku Harlana Morrisona, profesora zakładu Archaicznych Przejawów Artystycznych w Institute of Information Uniwersytetu Stonage. Harlan uczył swoich studentów interpretowania informacji z przeszłości za pomocą kina. Leżąc w swym łóżku powtarzał, nie wymawiając ich, ostatnie słowa sceny z Blade Runner, wyświetlanej na zenitalnym ekranie w jego klitce: „… wszystkie moje wspomnienia zostaną zagubione, niczym łzy pośród deszczu… pora umrzeć”. Cisza wypełniła pokój po tym, jak obraz rozmazał się, a potem zniknął. Po umyśle Harlana dryfowały słowa repliki: „Pora umrzeć”. Kiedy miał 28 lat, Harlan otrzymał swój pierwszy nanoimplant pamięci. Musiał oszczędzać niemal dekadę, by zebrać wystarczającą ilość pieniędzy, ale dzięki temu i kolejnym implantom zdobył stanowisko profesora. Od lat uniwersytet nie przyznawał dożywotnich tytułów. Uznanie szybko gasło, było płynne i niestabilne. Ale przede wszystkim – nie było już rzeczą pojedynczych osób. Wszystko co należało wiedzieć znajdowało się w Cloudnet, cyfrowej chmurze kontrolowanej przez Micronet Incorporated. Mózg Harlana osiągnął już swoją granicę. Nie mógł przyjąć więcej implantów pamięci. Jeszcze tylko przez rok zachowa swoją pracę. Potem się “zdezaktualizuje” i zostanie zastąpiony. Wyciągnął prawą rękę, by sięgnąć do klawiatury swego unitu kontroli neuronalnej i wpisał hasło dostępu. Kolejna łza ześlizgnęła się po jego policzku, tym razem szybko, popychana przez grawitację w stronę poduszki. W przyległym pomieszczeniu jego koleżanka Loys usłyszała, jak Harlan powtarza, sylaba po sylabie, powoli, wypełniając sensem każde słowo aż napęczniały rezygnacją: „Pora umrzeć”. Harlan Morrison położył klawiaturę na swej piersi. Chwilę później klawisz „Delete” ustąpił pod naciskiem jego palca wskazującego. W tym samym momencie wszystkie jego wspomnienia również zostały zgubione, jak łzy w deszczu.

José Ignacio del Barco Gutiérrez-Zamora
(tłum. ADK)

To i inne opowiadania konkursowe (w oryginalnej, hiszpańskiej wersji) dostępne są tu: (KLIK).

pióro

zdjęcie ze strony konkursu:
KLIK