Szelest motylich skrzydeł na Twitterze

         Sen motyla okladka

Mikroopowiadania liczące 150 słów pozwalają opowiedzieć wcale złożoną historię – jest tam miejsce i na zabawę stylem, i na trochę parodii, zmieści się nawet skromny i wychudzony wątek poboczny lub epicka postać drugoplanowa. Format tweetu to już jednak inna bajka, zamyka bowiem w 140 znakach i z natury ulatuje w niebyt, gdy tylko pogrzebie go stos wpisów smętnie prozaicznych („piję kawę, jest piąteczek”), ale nowszych. Podporządkowując się pierwszemu wymaganiu i walcząc z drugim, Juan Romagnoli wydał książkę #ElSueñodelaMariposa (# to symbol pozwalający na tagowanie wpisu), czyli #SenMotyla, zbiór 320 tweetów własnego autorstwa. Violeta Rojo, autorka jednego z pierwszych opracowań mikrofikcji, chwali pisarza za wyrwanie mikroopowiadań spod fali zmywającej piasek.

Argentyńska książeczka niewielkiego formatu, zilustrowana przez Juana Luisa Lopez Anayę, podzielona jest na cztery części odpowiadające czterem porom roku. Nie daje się sklasyfikować jako konkretny podgatunek – obok tekstów oniryczno-fantastycznych pojawiają się mikroopowiadania „niezwykle zwykłe” o miłości.

Tytuł nawiązuje do jednego z najbardziej znanych mikroopowiadań, pochodzącego z tradycji mistrzów lapidarności, z trzeciego stulecie przed naszą erą:

 Sen motyla

Chuang Tzu śnił, że jest motylem, i obudziwszy się nie wiedział, czy jest Chuangiem Tzu, który śnił, że był motylem, czy motylem, który śni, że jest Chuangiem Tzu.

Chuang-tzu

z hiszpańskiego tłum. ADK

Autora #SnuMotyla śledzić można na Twitterze jako @jromagnoli, a książkę (oczywiście w języku hiszpańskim) warto kupić, na przykład tu: http://macedoniaediciones.com.ar/catalogo.html. Niech świadczy o tym niewielka próbka twórczości Romagnoli:

Wymazałem cię z mojej pamięci na zawsze. Teraz twoja fotografia na moim stoliku nocnym jest zdjęciem nieznajomej.

Ów ładny jednorożec, aby nie zwracać uwagi, symulował, że jest koniem idącym na bal przebierańców.

Morze wciąż zwraca mi butelkę z moją wiadomością. Dlatego piszę tylko słowa, które dodadzą mi otuchy.

Napisałem już wiadomość i zamknąłem ją w butelce. Brakuje mi tylko morza.

tłum. ADK

Mikrorzeczywistość mikroświata

Krytycy mikroopowiadań, analizując przyczynę popularności gatunku wśród czytelników hiszpańskich i latynoamerykańskich, zwykli odwoływać się do – jakże godnych pożałowania! – cech dzisiejszego świata. Biegając między wygodnym, lecz niemal nieużywanym loftem a łasą na czas pracowników korporacją, z kawą na wynos w jednej ręce i z teczką opatrzoną logiem tejże firmy w drugiej, nie mamy ponoć czasu na dłuższe lektury. Ponieważ nie czytamy już gazet w formie papierowej, w drodze do pracy (odbywanej, w dbałości o stan naszej planety, metrem, no, ewentualnie tramwajem) potrzebujemy krótkich impulsów, które w przyjemny sposób pogłaszczą nasz intelekt. I ot, jak znalazł: mikroopowiadania… Chociaż ta wygodna teza tłumaczyłaby w pewien sposób brak zainteresowania Polaków, znanych raczej z niezaprzątania sobie głowy ekologią, ma kilka minusów:

1)      powieści, niezależnie od czasów, mają się zupełnie dobrze

2)     wciąż czytamy papierowe gazety

3)     w metrze/ tramwaju mamy ze sobą smartfony, więc wcale nam nie trzeba
intelektualnych podniet

Jednakże trudno zaprzeczyć, że równolegle do niesłabnącej popularności wielotomowych romansów czy historii rodem ze światów rosnących na paralelnych strumieniach czasu zaobserwować można pewien pęd ku mniejszemu. Fernando Valls, hiszpański krytyk mikrofikcji, mówi o innych polach dominacji „dynamiki minimalizmu” (hiszp. dinámica de lo mínimo), korzystając z maksymy zaproponowanej przez niemieckiego architekta modernistycznego Ludwiga Miesa van der Rohe: „mniej znaczy więcej”. To, co było niegdyś tylko nieśmiałymi miniaturowymi piktogramami, rozwinęło się choćby w artystyczną mikrofotografię, w której mikroskop wykorzystywany jest do robienia zdjęć choćby witaminie C:

GaleriaC

Vitamin C Gallery, zdjęcia © Loes Modderman
KLIK

Nie sposób też zapomnieć o miniaturyzacji komputerów i nanotechnologii. Przy okazji – historia tej ostatniej związana jest właśnie z mikroksiążkami, pomysłem, który zafascynował Richarda P. Feynmana, usiłującego wyobrazić sobie 24 tomy Encyklopedii Britanika zmieszczonych na główce od szpilki. Jedna z ustanowionych przez niego nagród przewidywała 1000 dolarów za zmniejszenie strony do rozmiaru 1/25 000, co pozwalałoby na jej odczytanie tylko pod mikroskopem elektronowym.

W mediach nadszedł czas mikrodziennikarstwa (KLIK), którego wielkim środkiem przekazu jest Twitter, w modzie królują miniówki, i nawet w motoryzacji mówi się o samochodzie-karle, hinduskim Tata Nano (KLIK), ponoć najtańszym samochodzie świata. Nic więc dziwnego – nie dziwi się Fernando Valls – że i w kulturze zdarzają się najrozmaitsze nanowybryki, takie jak jednominutowe filmy kręcone komórką, które doczekały się już nawet własnego konkursu, Movil Film Fest (filmu oglądać można tutaj: (KLIK)). Niczym są już mikropoeci wobec mikroprezenterów tworzących swoje microshowy, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej…

Na koniec nie może zabraknąć oczywiście mikroopowiadania, które, odebrawszy koronę „Dinozaurowi” (KLIK), cieszy się sławą najkrótszego w literaturze hiszpańskiej:

EMIGRANT

Zapomniał pan o czymś? – Oby!

Luis Felipe Lomelí
(tłum. ADK)

 

Mam nadzieję, że czytelnicy, świadomi już tego, jak ważny jest tytuł i własna wyobraźnia, będą umieli należycie ucieszyć się tą nanohistorią.

 

Bibliografia:
VALLS, Fernando (2008) „En torno al microrrelato español: para acabar de una vez por todas con algunos malentendidos”, w: Soplando vidrio y otros estudios sobre el microrrelato español. Madryt, Páginas de Espuma, str. 299-300.

Dinozaur. Cechy mikroopowiadań (JEDEN)

dinozaury

ilustracja Augusto Monterroso                                                                                     ilustracja za strony: KLIK

„Przepraszam, że list jest tak długi, nie mam czasu, aby go skracać” – tym cytatem z listu Marksa do Engelsa zaczyna Violeta Rojo swój Breve manual para reconocer minicuentos (Krótki podręcznik do rozpoznawania miniopowiadań), jeden z pierwszych współczesnych naukowych tekstów na temat mikrofikcji. Niewielka objętość badanego gatunku skłania jego krytyków do tworzenia równie zwięzłych wypowiedzi i nadawania im wdzięcznych tytułów: dekalogów, mikrohistorii czy właśnie krótkich podręczników. Ilość stronic poświęconych mikroopowiadaniom rośnie i tak, wprost proporcjonalnie do liczby opublikowanych tomów i antologii, na katedrach i w kuluarach filologicznych konferencji toczą się dyskusje o duchu i literze, a zwolennicy Niezbywalnej Narracyjności tarmoszą za uszy przedstawicieli Otwartego Hybrydyzmu. Pozostawiając im te niepiękne potyczki, powróćmy tymczasem do Podręczniczka Violety Rojo – jeszcze naiwnego, zbyt arbitralnego, ale wypunktowującego ważne cechy gatunku, o którym pora chyba powiedzieć coś więcej.

Rojo twierdzi – a późniejsi badacze z lubością wytykają jej zestawieniu niedociągnięcia i przeoczenia – że mikroopowiadanie (zwane przez nią nie „microrrelato”, jak ja zwykłam przyjmować, lecz jeszcze „minicuento”) hołduje pewnym pryncypiom. Na dowód przytacza szereg wypowiedzi ludzi mądrych i jeszcze mądrzejszych, wyciąga też wnioski z analizy tekstów (ponad 1500!), warto więc poświęcić chwilę jej zestawieniu. A zatem:

Cechy mikroopowiadań (JEDEN):

  1. Są krótkie.

Cóż za zachwycająca prostota stwierdzenia! Jak można się domyśleć, akademikom nie odpowiadała w żaden sposób. „Krótkie? Co to niby ma znaczyć? Konkrety, proszę! Ile stron, ile linijek? Ile znaków, jaką czcionką i odstępem? Czy jeden znak więcej to jeszcze krótkie, czy już niekrótkie?”

Violeta Rojo nie zagłębiała się zanadto w te dysputy i napisała to, co widziała: objętość mikroopowiadań nie przekracza zazwyczaj dwóch wydrukowanych stroniczek, a najczęściej wolą zmieścić się na jednej.

Nie znaczy to bynajmniej, że nie ma tekstów krótszych, jak choćby jeden z klasyków gatunku:

Dinozaur

Dinozaur, kiedy się obudził, wciąż tam był.

                                                           Augusto Monterroso
(tłum. ADK)

Sceptyków, którzy w powyższym siedmiowyrazowym tekście nie widzą opowiadania, pragnę poinformować, że powyższy tekst doczekał się wydania krytycznego w formie książkowej, z przypisami, wstępem i wszystkimi tymi ważnymi i mądrymi ingrediencjami, które w naukowym opracowaniu powinny być. Wprawdzie jego autor, Lauro Zavala, uznał rzecz całą za doskonały żart, jednak analiz i interpretacji „Dinozaura” znaleźć można w Internecie niemało. Pewnego razu streszczę je tutaj krótko (mikrostreszczę…?), tymczasem jednak czytelnik może cieszyć się wolnością myśli i interpretacji.

 

Bibliografia:
ROJO, Violeta (1997) Breve manual para reconocer minicuentos. Meksyk, UAM Azcapotzalco.
ZAVALA, Lauro (2002) El dinosaurio anotado: edición crítica de “El dinosaurio” de Augusto Monterroso. Meksyk, Alfaguarra.