Mikrorzeczywistość mikroświata

Krytycy mikroopowiadań, analizując przyczynę popularności gatunku wśród czytelników hiszpańskich i latynoamerykańskich, zwykli odwoływać się do – jakże godnych pożałowania! – cech dzisiejszego świata. Biegając między wygodnym, lecz niemal nieużywanym loftem a łasą na czas pracowników korporacją, z kawą na wynos w jednej ręce i z teczką opatrzoną logiem tejże firmy w drugiej, nie mamy ponoć czasu na dłuższe lektury. Ponieważ nie czytamy już gazet w formie papierowej, w drodze do pracy (odbywanej, w dbałości o stan naszej planety, metrem, no, ewentualnie tramwajem) potrzebujemy krótkich impulsów, które w przyjemny sposób pogłaszczą nasz intelekt. I ot, jak znalazł: mikroopowiadania… Chociaż ta wygodna teza tłumaczyłaby w pewien sposób brak zainteresowania Polaków, znanych raczej z niezaprzątania sobie głowy ekologią, ma kilka minusów:

1)      powieści, niezależnie od czasów, mają się zupełnie dobrze

2)     wciąż czytamy papierowe gazety

3)     w metrze/ tramwaju mamy ze sobą smartfony, więc wcale nam nie trzeba
intelektualnych podniet

Jednakże trudno zaprzeczyć, że równolegle do niesłabnącej popularności wielotomowych romansów czy historii rodem ze światów rosnących na paralelnych strumieniach czasu zaobserwować można pewien pęd ku mniejszemu. Fernando Valls, hiszpański krytyk mikrofikcji, mówi o innych polach dominacji „dynamiki minimalizmu” (hiszp. dinámica de lo mínimo), korzystając z maksymy zaproponowanej przez niemieckiego architekta modernistycznego Ludwiga Miesa van der Rohe: „mniej znaczy więcej”. To, co było niegdyś tylko nieśmiałymi miniaturowymi piktogramami, rozwinęło się choćby w artystyczną mikrofotografię, w której mikroskop wykorzystywany jest do robienia zdjęć choćby witaminie C:

GaleriaC

Vitamin C Gallery, zdjęcia © Loes Modderman
KLIK

Nie sposób też zapomnieć o miniaturyzacji komputerów i nanotechnologii. Przy okazji – historia tej ostatniej związana jest właśnie z mikroksiążkami, pomysłem, który zafascynował Richarda P. Feynmana, usiłującego wyobrazić sobie 24 tomy Encyklopedii Britanika zmieszczonych na główce od szpilki. Jedna z ustanowionych przez niego nagród przewidywała 1000 dolarów za zmniejszenie strony do rozmiaru 1/25 000, co pozwalałoby na jej odczytanie tylko pod mikroskopem elektronowym.

W mediach nadszedł czas mikrodziennikarstwa (KLIK), którego wielkim środkiem przekazu jest Twitter, w modzie królują miniówki, i nawet w motoryzacji mówi się o samochodzie-karle, hinduskim Tata Nano (KLIK), ponoć najtańszym samochodzie świata. Nic więc dziwnego – nie dziwi się Fernando Valls – że i w kulturze zdarzają się najrozmaitsze nanowybryki, takie jak jednominutowe filmy kręcone komórką, które doczekały się już nawet własnego konkursu, Movil Film Fest (filmu oglądać można tutaj: (KLIK)). Niczym są już mikropoeci wobec mikroprezenterów tworzących swoje microshowy, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej…

Na koniec nie może zabraknąć oczywiście mikroopowiadania, które, odebrawszy koronę „Dinozaurowi” (KLIK), cieszy się sławą najkrótszego w literaturze hiszpańskiej:

EMIGRANT

Zapomniał pan o czymś? – Oby!

Luis Felipe Lomelí
(tłum. ADK)

 

Mam nadzieję, że czytelnicy, świadomi już tego, jak ważny jest tytuł i własna wyobraźnia, będą umieli należycie ucieszyć się tą nanohistorią.

 

Bibliografia:
VALLS, Fernando (2008) „En torno al microrrelato español: para acabar de una vez por todas con algunos malentendidos”, w: Soplando vidrio y otros estudios sobre el microrrelato español. Madryt, Páginas de Espuma, str. 299-300.