Jak napisać mikroopowiadanie

SONY DSC

Pisanie mikroopowiadania przypomina raczej tworzenie wiersza niż powieści – potrzebny jest błysk natchnienia, który zmieści się w niewielkiej narracyjnej foremce. Najlepiej, by był to cup cake – smakowity z wyglądu, z soczystym, zaskakującym nadzieniem, uwieńczony efektownym, lecz wytwornym zawijasem crème

Choć każdy musi podążać własną – wąską! – ścieżyną wiodącą ku skomponowaniu narracyjnego mini-arcydzieła, nie sposób oprzeć się czasem pokusie rzucenia okiem na szlaki innych, szczególnie tych, którzy dotarli już do celu. David Gaffney, brytyjski powieścio- i mikropisarz, zdradził kiedyś w artykule dla Guardiana (KLIK) kulisy swojej przygody z flash fiction. Jej początek wiąże się z płodnym epicko motywem podróży pociągiem. W tym wypadku nie było to jednak nielegalne wskakiwanie na wagony z tłumem obdartych imigrantów o groźnie wystrzępionym wąsie, lecz najzwyczajniejsze na świecie codzienne przemierzanie tej samej, niemal godzinnej trasy między Manchesterem a Liverpoolem. Gaffney postanowił wykorzystać ten czas, kalkulując sobie w brytyjsko rozsądny sposób, że tworząc w statecznym tempie 1000 słów dziennie (500 na trasie w jedną, 500 w drugą stronę), w ciągu kilku miesięcy miesięcy napisze zacną, wcale niekrótką książkę.

Po jakimś czasie pisarz zdał sobie sprawę, że zamiast powieści powołuje do życia bohaterów krótkich opowiadań, liczących 1000 słów każde. Zrezygnowany, postanowił zarzucić swój racjonalny pomysł i wrócić do tradycyjnych podróżnych lektur, natknął się jednak w Internecie na stronę Phone Book, która potrzebowała narracji o 150 słowach, nadających się do wysyłania smsem. Gaffney podjął wyzwanie i zaczął skracać w czasie jazdy swoje teksty. Początkowo z bólem serca, z każdą kolejną stacją przekonywał się, że przykrawanie i obcinanie wychodzi opowiadaniom na dobre!

W artykule dla Guardiana dal kilka wskazówek tym, którzy zdecydują się pójść w jego ślady:

  1. Zacznij w środku opowieści.
  2. Nie wprowadzaj zbyt wielu postaci.
  3. Upewnij się, że zakończenie nie jest na końcu.
  4. Wyciśnij ostatnie poty z tytułu.
  5. Zadbaj o to, by ostatnia linijka tekstu brzmiała jak bicie dzwonu.
  6. Pisz długo, a potem skracaj.

Na zakończenie tłumaczenie jednego z mikroopowiadań Davida Gaffney’a, z książki „Sawn-off tales” (opowiadanie w wersji oryginalnej dostępne tu: (KLIK). Uważny czytelnik może sprawdzić, czy pisarz gra według własnych reguł!

kot

 Ładny, czyż nie?

Pani Kalinsky przemówiła przez kłęby dymu wydobywające się z papierosa, którego wciąż unosiła do boku głowy. „To jest Alfred”. Tłusty, rozpieszczony kot spojrzał na nią. „Jest ubezpieczony na dwa tysiące”. Jej długie, obciągnięte nylonem nogi wydawały syczący dźwięk gdy je krzyżowała i rozkrzyżowywała. „Dwa razy więcej jeśli zostanie przejechany”. Pogłaskała spasioną górę futra. Żaluzje rzucały cień, który uniemożliwiał odczytanie wyrazu jej twarzy.

Nie mogłem tego jednak zrobić. Potem, dwa tygodnie później, na drodze wyjazdowej A556 z Eccles, rozpłaszczono rudego kota. Zdrapałem go do torby na śmieci, zafarbowałem mu futro na kolor, jaki miał Alfred, i zaniosłem go do weterynarza pani Kalinsky.

Nie widziałem się z panią Kalinsky przez kilka kolejnych tygodni, nie otrzymałem też nigdy mojej działki. Potem, z okna policyjnej furgonetki, dostrzegłem ją w restauracji z weterynarzem, pijącą wino. I śmiejącą się.

David Gaffney
(tłum. ADK)