Miasto w mikroopowiadaniach

Już od dziesiątek (czy może nawet setek?) lat miasta przyciągają lud swoją kapitalistyczną, pozłacaną aureolką, opromieniającą lekko mętny wir obietnicy miejsc pracy, spasionego kredytu i mieszkania, którego szarości nie są w stanie przykryć kolorowe pasy rozrzucane przez malarzy w wyniku rozpaczliwych prób usiłowania upiększenia rzeczywistości, podejmowanych przez władze.

Miasto w kulturze to zupełnie osobny, rubensowskich kształtów temat, bogactwo utkane w głowach ludzi, co najmniej mają wspólnego z ideą miasta (choć niektórzy czują się w nim jak ryba w wodzie) – artystów – i pewnie to pozwala im zachować pełen godności dystans, ironicznie przymrużone spojrzenie na rozkosze galerii handlowych i poranne podmuchy świeżego wyziewu spalin, łapane przez spragnione nozdrza mieszkańców. Miasta nie są bynajmniej mikro, a jednak – a może właśnie dlatego – znakomicie wpasowują się w estetykę mikroopowiadań, pokazując z bolesną szczerością jedną z milionów odsłon tych ludzko-owadzich tworków, w jakich przyszło nam żyć. Minifikcje municypalne wywodzą się z dwóch źródeł. Po pierwsze, są naturalną inspiracją osobistego zniecierpliwienia, zachwytu czy rozżalenia pisarzy – to wszak ich habitat, więc jakże nie miałby znaleźć się w wytworach ich przędących prozę umysłów. Po drugie, miasta, lekko urażone wpasowywaniem ich w literaturę, postanawiają się zemścić i podporządkować pisarstwo sobie, władze miast prześcigają się zatem w organizowaniu konkursów na „miejskie opowiadania”, z wątkami fruwającymi wokół tego czy owego organizatora imprezy – czy jest to dumna metropolia, czy jeszcze dumniejsza maleńka mieścina.

Trzeba przyznać, że miastom wystarcza czasem niewielka wzmianka w wytłuszczonej grubaśnymi literami nazwie konkursu – czapki z głów, pozwalają powiem na swobodną ekspresję i wybór tematów, zadowalając się nagrodą w postaci rozgłosu należnego za samo przygotowanie nagrody. Tym samym w hiszpańskojęzycznym światku ma szansę zaakcentować swoje istnienie choćby Oviedo (czytelnikom literatury hiszpańskiej znane może aż nazbyt dobrze…) czy Melilla: (KLIK), (KLIK). Być może najbardziej znanym – a w każdym razie najdłużej funkcjonującym w hiszpańskojęzycznym Internecie – jest jednak cykliczny, obecnie nieaktywny, „Konkurs Legend Miejskich” (wbrew pozorom, również o wolnej tematyce) organizowany przez Pola de Siera, miasto w Asturii (Hiszpania), liczące zaledwie 12 615 mieszkańców…(KLIK). Tym samym Pola de Siera, kropeczka tak mikroskopijna na mapie świata, że chyba tylko entomolog mógłby ją dostrzec, wskoczyła raźnie na wyżyny literackiego krajobrazu Hiszpanii. Liczę na to, że również polskie miasta dostrzegą korzyści z organizowania konkursów mikroopowiadań, a niechby nawet i z początku kazali pisać o Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu… Myślę, że tylko wypatrywać takich turniejów, bo pierwsze przedsmaczki już są – na Mikołajki chociażby wrocławskie MPK przeprowadziło konkurs na limeryk (z „książką”, „tramwajem” i „Mikołajem” w treści), i choć nadesłane teksty wyświetlane były na autobusowych ekranikach w tempie uniemożliwiającym lekturę, to jednak docenić należy pomysł i gest. Słyszałam także, że w Łodzi umieszczono w komunikacji miejskiej aforyzmy i filozoficzne cytaty, na krótko – nie podobały się ponoć kibicom pewnej drużyny, czemu aktywnie kibice owi dali wyraz – ale jednak.

Na koniec jedno z mikroopowiadań o tematyce miejskiej, z kraju miast szczególnych, łączących ogrom szpetoty i nędzy z przepychem bogatych dzielnic nowo-kacyków. Jak zwykle warto zwrócić uwagę na tytuł, sytuujący nas w przestrzeni, i na zakończenie, które można intepretować jako odsyłające w sferę fantastyki, ale też odczytywać jako bolesną, aż nazbyt rzeczywistą konstatację wartości istnienia pojedynczego, żyjącego w nędzy człowieka.

Z kronik miasta

Nikt nigdy nie zwracał na niego uwagi. Popychano go, deptano, zamykano mu drzwi przed nosem. Tego dnia spędził całe godziny czekając, aż urzędnik wysłucha wszystkich prawd, które czuł się zobligowany mu przekazać. Musiał odejść, kiedy wszyscy opuścili biura i zobaczył, że noc zastała go siedzącego na taborecie.
Kiedy o świcie dotarł do swego domu z puszek i strzępów kartonu, kiedy zobaczył w oddali miasto niczym strużkę oświetlonego mleka, powiedział do siebie: Nie denerwuj się. Wszystko się zmieni, kiedy przestaniesz być niewidzialny.

Jairo Aníbal Niño, “De las crónicas de la ciudad”, opublikowane w: Puro pueblo. Bogotá: Panamericana Editorial, 1997 oraz tu: (KLIK)
(tłum. ADK)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>