Co czytają autorzy mikroopowiadań?

 

 

źródło: A. Marcos, “¿Cuál es su microrrelato favorito?”, El País, 20.03.2013 r., http://cultura.elpais.com/cultura/2013/03/14/actualidad/1363255015_427695.html

Ana María Shua, pisarka

[Moim ulubionym mikroopowiadaniem] jest Wyjazd Franza Kafki. Mikroopowiadania nie są jak mistrzowie tenisa – jedna kategoria, w której najlepszy wygrywa ze wszystkimi. Dlatego mam setki ulubionych “mikro”. Kafka był gigantem mikroopowiadania, a jego tekst służy mi do udowadniania, jak mały jest związek między tym gatunkiem a tweetem… I jak można grać dwuznacznością, wieloznacznością i  udręką w mniej niż dziesięciu linijkach.

tłum. ADK

Wyjazd

Kaza­łem wypro­wa­dzić konia ze stajni. Słu­żący nie zro­zu­miał mnie. Poszedłem sam do stajni, osio­dła­łem konia i dosia­dłem go. Z daleka usłysza­łem gra­nie trąbki, zapy­ta­łem słu­żą­cego co to zna­czy. Nie wie­dział o niczym i nic nie sły­szał. Przy bra­mie zatrzy­mał mnie i zapytał:
- Dokąd pan jedzie?

– Nie wiem — powie­dzia­łem — byle dalej stąd, byle dalej. Tylko dalej, jedynie tak mogę osią­gnąć swój cel.
– Znasz zatem swój cel? — zapy­tał
– Tak — odpar­łem — powie­dzia­łem prze­cież. Odda­lić się stąd — oto mój cel.

Franz Kafka

tłum. Roman Karnst (Franz Kafka, Dzieła Wybrane I,
’Ame­ryka, Nowele i minia­tury, Wyrok’, PiW 1994)

Fernando Iwasaki, pisarz

Ponieważ gatunek niedawno został doceniony w XXI wieku, czasami zapominamy, że od połowy wieku XX byli autorzy tacy jak Julio Torri, Augusto Monterroso, Juan José Arreola i Marco Denevi, którzy pisali wspaniałe minifikcje. “Ciąglość parków” Julio Cortazara jest częścią tego świata, i jest mikroopowiadaniem idealnym, bo opowiada historię, uwodzi fabułą i ma nadzwyczajne zakończenie.

tłum. ADK

Ciągłość parków

Zaczął czytać tę książkę parę dni przedtem. Przerwał z powodu pilnych spraw i otworzył znowu, wracając pociągiem na wieś; powoli wciągał się w wątek, w rysunek postaci. Tegoż popołudnia, po napisaniu listu do pełnomocnika i przedyskutowaniu z rządcą kwestii dzierżaw, wrócił do niej w ciszy swojego gabinetu wychodzącego na dębowy park. Zagłębiony w ulubionym fotelu, plecami do drzwi, żeby mu nie przeszkodziło ewentualne pojawienie się jakiegoś intruza, lewą ręką raz i drugi pogładził zielony aksamit i zabrał się do ostatnich rozdziałów. Jego pamięć bez wysiłku zatrzymywała imiona i obrazy bohaterów, atmosfera powieści ogarnęła go prawie od razu. Niemal perwersyjnie rozkoszował się świadomością, iż każda linia odrywa go od tego, co go otacza, że głowa jego spoczywa wygodnie na aksamicie oparcia, że papierosy leżą w zasięgu ręki, że za oknami tańczy powietrze popołudnia pod dębami. Pochłonięty ponurym dylematem bohaterów, śledząc słowo po słowie konkretyzujące się, nabierające kolorów obrazy, był świadkiem ostatniego spotkania w góralskiej chacie. Pierwsza, nieufnie się rozglądając, weszła kobieta, teraz nadchodził kochanek, twarz miał zranioną od uderzenia gałęzi. Czule tamowała mu krew pocałunkami, ale oganiał się od jej pieszczot; nie po to tu przyszli, aby powtarzać ceremoniał namiętności, skrywanych pod osłoną zeschłych liści i odludnych ścieżek. Sztylet grzał się na jego piersiach, w których pulsując czaiła się wolność. Zdyszany dialog biegł przez stronice niby strumień węży i czuło się, że wszystko zdecydowane jest od dawna. Nawet te pieszczoty, które związywały ciało kochanka, jakby chciały odwieść go, powstrzymać, rysowały ohydnie kształt tamtego ciała, które należało zniszczyć. Nic nie zostało zapomniane: przejścia na skróty, przypadki, ewentualne pomyłki. Począwszy od tej chwili każda sekunda miała swoje zadanie, swój dokładnie wyznaczony plan. Wspólne, bezlitosne powtarzanie go przerywało się na sekundę, by ręką pogłaskać policzek. Zapadał zmrok. Nie oglądając się już na siebie, ściśle związani zadaniem, które ich oczekiwało, rozstali się znowu na progu chaty. Ona miała iść ścieżką wiodącą na północ. Z przeciwległej ścieżki on na chwilę zawrócił, by spojrzeć na nią, biegnącą z włosami w nieładzie. Po czym i on pobiegł, kryjąc się za drzewa, za krzaki, aż do chwili, gdy w fiołkowym świetle zmroku dojrzał topolową aleję wiodącą ku domowi. Psy nie miały szczekać i nie szczekały. Rządcy nie miało być i nie było. Wbiegł po trzech stopniach, które prowadziły do sieni i wszedł do domu. Poprzez uderzenia krwi tętniące mu w uszach słyszał słowa kobiety: najpierw pokój błękitny, potem galeria, potem wyłożone dywanem schody. Na górze dwoje drzwi, w pierwszym pokoju nikogo, w drugim nikogo, potem drzwi do salonu – a wtedy sztylet w rękę, światło wielkich okien, wysokie oparcie fotela wybitego zielonym aksamitem, głowa człowieka czytającego w fotelu książkę.
Julio Cortázar
tłum. Zofia Chądzyńska (J. Cortazar, Opowiadania zebrane,
Wydawnictwo Muza 1996, s.301-302)
komiks na podstawie opowiadania “Ciągłość parków”,
zamieszczony w El País, w artykule źródłowym:
Ciągłość parków komiks

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>