O względnej pojemności tekstu

SONY DSC

Wśród formalnych cech mikroopowiadań Francisco Álamo Felices (zob: http://pendientedemigracion.ucm.es/info/especulo/numero42/microrre.html) wymienia esencjonalną konstrukcję przestrzeni i jej anty-opis, stopiony w jedno z rozwojem narracji. W opozycji do klasycznej triady (zawiązanie, rozwój i rozwiązanie akcji) mikrofikcja proponuje nieco rozmyty dyskurs narracyjny, w którym trudno złapać ostrość na jeden konkretny fragment. Za pan brat z postmodernizmem narracyjnym, nasz gatunek chętnie przygarnia jego cechy: szybkość, skondensowanie i fragmentaryczność. Syntetyzacja czy minimalizacja wszystkich komponentów formalnych tekstu sprawia, że powstają rozwiązania atrakcyjne właśnie ze względu na ich “architektoniczny ekstremizm”. Ostatecznym celem jest zawsze optymalizacja efektów diegetycznych i pragmatycznych.

Syntetyzacja nie nakłada, rzecz jasna, ograniczeń – wręcz przeciwnie, dzięki uniwersalizacji dyskursu i otwarciu go na to, czego w tekście nie doprecyzowano, przestrzeń zdaje się rozciągać w nieskończoność. To, co “nieopowiedziane” (hiszp. desnarrado, ang. disnarrated – termin zaproponowany w 1988 roku przez Geralda Prince’a) obejmuje wszystkie możliwości i opcje rozwoju narracji, to, co mogłoby się wydarzyć i rzuca – z oddali równoległego wszechświata – cień na przebieg historii. Tym samym współrzędne opowieści wykraczają poza wszelkie znane ramy i pozwalają autorowi i czytelnikowi na odrobinę przestrzennego szaleństwa.

Tak pisze o tym w jednej z mikrofikcji Ángel Olgoso, jeden z hiszpańskich mistrzów mikroopowiadania:

 Przestrzeń

Dla Miguela Ángela Muñoza

           Napisałem opowiadanie na trzy linijki, i w rozległości jego przestrzeni żyli sobie wygodnie słoń z buszu, kilka piramid, stado płetwali błękitnych ze swym oceanem odwiedzanym przez albatrosy i huragany, i czarna dziura pożerająca galaktyki.           

            Napisałem powieść ma trzysta stron, i nie mieściła się tam nawet szpilka, wszystko tłoczyło się w owej obskurnej pułapce na myszy, były tam ciosy łokciem i pola minowe, błądzące tłumy, które umierały i rodziły się na nowo, zagubione ładunki, fakty, które plątały się i rozplątywały jak nieskończona królowa, wątki świadomie wykrwawiane w poszukiwaniu ostatniej kropli, świeżego powietrza było jak na lekarstwo, jedna po drugiej następowały po sobie paniczne ucieczki tysięcy nieistotnych szczegółów, podłoga tego wszechobecnego i zduszonego chaosu pokryta była trocinami tych samych myśli, mielonych wciąż na nowo, drzewa były genealogiczne, miejsca – pospolite, a słowa – ciężkim, ołowianym śrutem, który bezlitośnie gromadził się w stos na umierającym czytelniku, aż do pogrzebania go.

 Ángel Olgoso, Astrolabio, Cuadernos del Vigía, Granada, 2007

oryginał znajduje się tu: http://revistamicrorrelatos.blogspot.com/2013/07/espacio.html

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>