Hiszpania tamtych lat…

UnbekannteJpeg

„Toledo”, Das unbekannte Spanien, s. 148

Trafił do mnie kilka tygodni temu album – przechowywany gdzieś na zakurzonych rodzinnych półkach, odziedziczony po Prababci, która w wieku dziewięćdziesięciu paru lat wciąż zachwycała naturalnie kruczoczarnym kolorem włosów. Das unbekannte Spanien, autorstwa Kurta Hielschera, to książka pełna czarno-białej Hiszpanii lat dwudziestych, czyjejś spalonej słońcem i pobielonej wapnem teraźniejszości, która dzisiaj jest już tylko wspomnieniem. Wydany w 1930 roku w Berlinie przez Atlantis Verlag jest niezwykłym świadectwem obiektywu dedykowanym królowi Alfonsowi XIII, zmuszonemu do opuszczenia kraju zaledwie rok później (co ciekawe, wkrótce po wyjeździe z Hiszpanii król Alfons przebywał przez jakiś czas w Sopocie).

Hiszpania tamtych lat, a zwłaszcza Andaluzja – region, który szczególnie fascynował Kurta Hielschera – inspirowała też pierwszy rozkwit mikroopowiadań, teksty Lorki i Jiméneza, dziś uważanych za klasyków gatunku. Hielscher urodził się w Striegau, dzisiejszym Strzegomiu, a Juan Ramón Jiménez poświęcił jedną z krótkich narracji dziewczynce polskiego pochodzenia…

Marylka i motyl
(Dziewczynka bez niego)

Marylka Santullano, polska Asturyjka, szukając, jak zawsze – zielone oczy wyskakujące ku ziemi, chciwe, obładowane, czerwone rączki, pociągając w roztargnieniu nosem – szukając na ziemi szkiełek, robaczków, patyczków, czegóż jeszcze?, znalazła u podnóża topoli białego, na wpół umarłego motyla.

Chwyciła go, otarłszy o fartuszek powalane ziemią ręce, z niewinnością dziewiczej delikatności, co „chce być” delikatna i, biegnąc, złożyła go na wielkiej stokrotce:

„Tutaj. Żeby sobie przyjemnie umarł”.

Ręce założone na plecach, splecione nerwowo palcami, wystawiając brzuszek, z opuszczoną głową, poszukała swoimi morskimi oczyma moich oczu, pewna, bez zastanowienia, że zrobiła wielką rzecz, godną odległego don Francisca, godną obecnego mnie.

Chwilę później, zapomniani natychmiast przez motyla… nie było go już na stokrotce. Zjadł go ptak? Ożył pod wpływem kwiatu poruszonego bryzą? Porwało go powietrze w kolejnym podmuchu? Czy po prostu wyparował, jakby był z rosy, w cudownym wniebowstąpieniu z duszy kwiatu, przez świetliste, wiosenno-jesienne niebo? Przypomniałem sobie motyla ze śmierci Srebronia, którą don Francisco czytał mi podczas ostatnich odwiedzin.

Nieświadoma Marylka, której cień wydłużało na pagórku niskie słońce – wieś kwaśno-zielona, z kwaśno-czerwonym murem z cegieł – patrzyła na mnie, zaskoczona, mówiąc mi niespokojnymi dłońmi to, czego nie mogła i nie umiała powiedzieć ustami. Jej wyjaśnienie było bardziej pewne, było wszystkim, bo nie było niczym. I, jako że nie było niczym, jako że było wszystkim, przekonywało ją, i mnie przekonywało.

Juan Ramón Jiménez
(tłum. ADK)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>