Nanopowiadania

nano

Nano-, czyli mały, naprawdę niewielki… W tym wypadku – krótki. Podobnie jak mikroopowiadania publikowane na Twitterze (sprzed zwiększenia limitu znaków do 280, co zdaniem niektórych odebrało cały urok temu serwisowi, ale, hej, dla autorów mikroopowiadań to tylko inny, ale równie ciekawy nowy limit), choć tutaj liczymy w słowach. Nie powinno być ich więcej niż 20, i to łącznie z tytułem. Zatem – tytuł i jedna llinijka, tak żeby czytelnik mógł przeczytać w tym samym momencie (nanosekundzie?) początek, środek i koniec. Już nie “za jednym posiedzeniem”, ale w jednej chwili powinna go oszołomić sama historia i jej rozwiązanie. Miarą sukcesu jest tu nie łatwość, ale eliptyczność. Miarą sukcesu jest to, czy po każdym nanoopowiadaniu TRZEBA zatrzymać umysł na chwilę choć odrobinę dłuższą niż sama lektura, i zastanowić się, o co tu, do licha, chodzi…

Na narrativabreve.com Manuel Pastrana Lozano prezentuje kilka swoich nano-tekstów, najkrótszy ma jedno słowo (poza tytułem), najdłuższy – dwadzieścia.

ZŁE OKO

Spojrzał mu wgłąb oka, zamglił mu się wzrok i został ślepcem.

DOŚWIADCZENIE

Wróciłem.

PRÓBA

“Nie da rady” – powiedział do siebie, ponownie się kładąc. Zamknął oczy, przewrócił się na bok i ponownie został martwy.

ODDECH

Gdy się dusił, w mgnieniu oka, zdecydował się wziąć oddech.

PRZYSŁOWIE

Jeśli masz coś gorszego do powiedzenia, nie zachowuj milczenia.

LOGIKA KARTEZJAŃSKA

Nie myślę, więc nie istnieję.

(tłum. ADK)