Języki Dziobaka

Hiszpańskie wydawnictwo Zaera Silvar postanowiło stworzyć kolekcję “Języki Dziobaka”, w ramach której publikowane będą wyłącznie mikroopowiadania.

20150121Ornitorrinco

Ujął mnie manifest twórców, który znaleźć można na stronie wydawnictwa oraz na okładce pierwszej wydanej książki, Verde como el Hielo (Zielony jak Lód), autorstwa Pedra Sancheza Negreiry. We wrześniowym numerze czasopisma Charaktery (09.2014) znaleźć można jedno z zawartych w niej mikroopowiadań, w moim tłumaczeniu.

Już wkrótce pojawi się tu recenzja i krótkie omówienie całego tomu, który można kupić np. tu: http://www.popularlibros.com/libros/verde-como-el-hielo/661020/978-84-941376-2-4.

Tymczasem, jako pierwszy smaczek, zamieszczam też manifest twórców kolekcji:

“Oświadczamy, że mikroopowiadanie jest dla nas tym dla literatury, czym dziobak dla królestwa zwierząt i wyznajemy nasz zamiar, by Państwa do tego przekonać.

Zgódźmy się co do tego, że, będąc zwierzęciem jajorodnym, dziobak jest jednocześnie ssakiem. Mimo że składa jaja, nie jest ptakiem, jednak pochwalić się może kaczym dziobem bez zębów. Nie jest rybą, ale zaskakuje pływając z zamkniętymi oczami, uszami i pyskiem. Nie jest też gadem, choć potrafi wytwarzać i stosować jad. Posiada – proszę poczuć się zaskoczonym – dziesięć chromosomów płci, podczas gdy my, pozostałe ssaki, mamy ich tylko dwa.

Mikroopowiadani z kolei, będąc utworem literackim, nie jest poezją; będąc narracją, nie jest powieścią ani esejem. Nie jest też opowiadaniem, a choć dzieli z nim cechy strukturalne, to się z nim nie zlewa w jedno. Jego jad składa się z lapidarności, różnorodności, fraktalności, ulotności i zażyłości pomiędzy autorem a czytelnikiem. Jeśli chodzi o jego chromosomy, określają one jakość, która nie kryje się w długości, lecz w głębi.

To, co mają Państwo teraz w ręku jest wyborem języków dziobaka, gotowych do skonsumowania. Stronimy od ostrzegania Państwa o uzależnieniu, które powodują, wolimy, żeby odkryli to Państwo sami, jeśli jeszcze się tak nie stało. Życzymy dobrej zabawy.”

(manifest w języku hiszpańskim znaleźć można tu: http://www.zaerasilvar.es/silvareditor/ha-nacido-una-coleccion-lenguas-de-ornitorrinco/)

10 MIKROZAPISKÓW O MIKROOPOWIADANIU

Celny i dający do myślenia tekst Andrésa Neumana, autora mikroopowiadań i bloga http://andresneuman.blogspot.com/:

 

Powołaniem każdego przyzwoitego mikroopowiadania jest rosnąć tak, by nie zostało zauważone.

Nie jest tym samym zwięzłe i krótkie: zwięzłe milknie na czas, a krótkie przed czasem.

Najdziwniejsza w mikroopowiadaniu nie jest jego miniaturowa objętość, ale jego radykalna struktura.

Bohaterowie mikroopowiadania chodzą obróceni profilem.

Pokusa żartu jest termitem mikroopowiadania.

Każde mikroopowiadanie zaczyna się w cudzysłowie i kończy na wielokropku.

Znaki interpunkcyjne stawiać skalpelem.

Czasowniki latają, rzeczowniki biegną, przymiotniki ważą.

Mikroopowiadanie potrzebuje czytelników odważnych, to znaczy takich, którzy zniosą niekompletność.

Im zwięźlejsze się wydaje, tym wolniej powinno się je czytać.

 Źródło: El País, 1.10. 2007r.

Zwięzłe i krótkie:

SONY DSC

 

 

http://andresneuman.blogspot.com/

Jak napisać mikroopowiadanie

SONY DSC

Pisanie mikroopowiadania przypomina raczej tworzenie wiersza niż powieści – potrzebny jest błysk natchnienia, który zmieści się w niewielkiej narracyjnej foremce. Najlepiej, by był to cup cake – smakowity z wyglądu, z soczystym, zaskakującym nadzieniem, uwieńczony efektownym, lecz wytwornym zawijasem crème

Choć każdy musi podążać własną – wąską! – ścieżyną wiodącą ku skomponowaniu narracyjnego mini-arcydzieła, nie sposób oprzeć się czasem pokusie rzucenia okiem na szlaki innych, szczególnie tych, którzy dotarli już do celu. David Gaffney, brytyjski powieścio- i mikropisarz, zdradził kiedyś w artykule dla Guardiana (KLIK) kulisy swojej przygody z flash fiction. Jej początek wiąże się z płodnym epicko motywem podróży pociągiem. W tym wypadku nie było to jednak nielegalne wskakiwanie na wagony z tłumem obdartych imigrantów o groźnie wystrzępionym wąsie, lecz najzwyczajniejsze na świecie codzienne przemierzanie tej samej, niemal godzinnej trasy między Manchesterem a Liverpoolem. Gaffney postanowił wykorzystać ten czas, kalkulując sobie w brytyjsko rozsądny sposób, że tworząc w statecznym tempie 1000 słów dziennie (500 na trasie w jedną, 500 w drugą stronę), w ciągu kilku miesięcy miesięcy napisze zacną, wcale niekrótką książkę.

Po jakimś czasie pisarz zdał sobie sprawę, że zamiast powieści powołuje do życia bohaterów krótkich opowiadań, liczących 1000 słów każde. Zrezygnowany, postanowił zarzucić swój racjonalny pomysł i wrócić do tradycyjnych podróżnych lektur, natknął się jednak w Internecie na stronę Phone Book, która potrzebowała narracji o 150 słowach, nadających się do wysyłania smsem. Gaffney podjął wyzwanie i zaczął skracać w czasie jazdy swoje teksty. Początkowo z bólem serca, z każdą kolejną stacją przekonywał się, że przykrawanie i obcinanie wychodzi opowiadaniom na dobre!

W artykule dla Guardiana dal kilka wskazówek tym, którzy zdecydują się pójść w jego ślady:

  1. Zacznij w środku opowieści.
  2. Nie wprowadzaj zbyt wielu postaci.
  3. Upewnij się, że zakończenie nie jest na końcu.
  4. Wyciśnij ostatnie poty z tytułu.
  5. Zadbaj o to, by ostatnia linijka tekstu brzmiała jak bicie dzwonu.
  6. Pisz długo, a potem skracaj.

Na zakończenie tłumaczenie jednego z mikroopowiadań Davida Gaffney’a, z książki „Sawn-off tales” (opowiadanie w wersji oryginalnej dostępne tu: (KLIK). Uważny czytelnik może sprawdzić, czy pisarz gra według własnych reguł!

kot

 Ładny, czyż nie?

Pani Kalinsky przemówiła przez kłęby dymu wydobywające się z papierosa, którego wciąż unosiła do boku głowy. „To jest Alfred”. Tłusty, rozpieszczony kot spojrzał na nią. „Jest ubezpieczony na dwa tysiące”. Jej długie, obciągnięte nylonem nogi wydawały syczący dźwięk gdy je krzyżowała i rozkrzyżowywała. „Dwa razy więcej jeśli zostanie przejechany”. Pogłaskała spasioną górę futra. Żaluzje rzucały cień, który uniemożliwiał odczytanie wyrazu jej twarzy.

Nie mogłem tego jednak zrobić. Potem, dwa tygodnie później, na drodze wyjazdowej A556 z Eccles, rozpłaszczono rudego kota. Zdrapałem go do torby na śmieci, zafarbowałem mu futro na kolor, jaki miał Alfred, i zaniosłem go do weterynarza pani Kalinsky.

Nie widziałem się z panią Kalinsky przez kilka kolejnych tygodni, nie otrzymałem też nigdy mojej działki. Potem, z okna policyjnej furgonetki, dostrzegłem ją w restauracji z weterynarzem, pijącą wino. I śmiejącą się.

David Gaffney
(tłum. ADK)

Dinozaur. Cechy mikroopowiadań (JEDEN)

dinozaury

ilustracja Augusto Monterroso                                                                                     ilustracja za strony: KLIK

„Przepraszam, że list jest tak długi, nie mam czasu, aby go skracać” – tym cytatem z listu Marksa do Engelsa zaczyna Violeta Rojo swój Breve manual para reconocer minicuentos (Krótki podręcznik do rozpoznawania miniopowiadań), jeden z pierwszych współczesnych naukowych tekstów na temat mikrofikcji. Niewielka objętość badanego gatunku skłania jego krytyków do tworzenia równie zwięzłych wypowiedzi i nadawania im wdzięcznych tytułów: dekalogów, mikrohistorii czy właśnie krótkich podręczników. Ilość stronic poświęconych mikroopowiadaniom rośnie i tak, wprost proporcjonalnie do liczby opublikowanych tomów i antologii, na katedrach i w kuluarach filologicznych konferencji toczą się dyskusje o duchu i literze, a zwolennicy Niezbywalnej Narracyjności tarmoszą za uszy przedstawicieli Otwartego Hybrydyzmu. Pozostawiając im te niepiękne potyczki, powróćmy tymczasem do Podręczniczka Violety Rojo – jeszcze naiwnego, zbyt arbitralnego, ale wypunktowującego ważne cechy gatunku, o którym pora chyba powiedzieć coś więcej.

Rojo twierdzi – a późniejsi badacze z lubością wytykają jej zestawieniu niedociągnięcia i przeoczenia – że mikroopowiadanie (zwane przez nią nie „microrrelato”, jak ja zwykłam przyjmować, lecz jeszcze „minicuento”) hołduje pewnym pryncypiom. Na dowód przytacza szereg wypowiedzi ludzi mądrych i jeszcze mądrzejszych, wyciąga też wnioski z analizy tekstów (ponad 1500!), warto więc poświęcić chwilę jej zestawieniu. A zatem:

Cechy mikroopowiadań (JEDEN):

  1. Są krótkie.

Cóż za zachwycająca prostota stwierdzenia! Jak można się domyśleć, akademikom nie odpowiadała w żaden sposób. „Krótkie? Co to niby ma znaczyć? Konkrety, proszę! Ile stron, ile linijek? Ile znaków, jaką czcionką i odstępem? Czy jeden znak więcej to jeszcze krótkie, czy już niekrótkie?”

Violeta Rojo nie zagłębiała się zanadto w te dysputy i napisała to, co widziała: objętość mikroopowiadań nie przekracza zazwyczaj dwóch wydrukowanych stroniczek, a najczęściej wolą zmieścić się na jednej.

Nie znaczy to bynajmniej, że nie ma tekstów krótszych, jak choćby jeden z klasyków gatunku:

Dinozaur

Dinozaur, kiedy się obudził, wciąż tam był.

                                                           Augusto Monterroso
(tłum. ADK)

Sceptyków, którzy w powyższym siedmiowyrazowym tekście nie widzą opowiadania, pragnę poinformować, że powyższy tekst doczekał się wydania krytycznego w formie książkowej, z przypisami, wstępem i wszystkimi tymi ważnymi i mądrymi ingrediencjami, które w naukowym opracowaniu powinny być. Wprawdzie jego autor, Lauro Zavala, uznał rzecz całą za doskonały żart, jednak analiz i interpretacji „Dinozaura” znaleźć można w Internecie niemało. Pewnego razu streszczę je tutaj krótko (mikrostreszczę…?), tymczasem jednak czytelnik może cieszyć się wolnością myśli i interpretacji.

 

Bibliografia:
ROJO, Violeta (1997) Breve manual para reconocer minicuentos. Meksyk, UAM Azcapotzalco.
ZAVALA, Lauro (2002) El dinosaurio anotado: edición crítica de “El dinosaurio” de Augusto Monterroso. Meksyk, Alfaguarra.