Oglądać narracje

20141210VideosDeCuentos

W moim odczuciu nic nie jest w stanie zastąpić przyjemności czytania – jako że świat opowieścią stoi, a my od najmłodszych lat raczeni jesteśmy narracjami, to tekst, taki porządny, tradycyjny, czarno na białym – uruchamia w moim umyśle tajemniczy proces. Niby nic nie widzę przed oczami, a jednak jestem wyrwana daleko poza zwykłe otoczenie. Niby siedzę spokojnie, popijam herbatę, a jednak w jakiś sposób przebywam gdzie indziej, przeżywam nie swoje emocje prawdziwie głęboko, oddech przyspiesza, źrenice rozszerzają się i zwężają – ponoć psychologia zabrała się już za badanie zmian zachodzących w mózgu podczas procesu czytania. Oczywiście są to zupełnie inne zmiany i procesy niż te, które zachodzą podczas oglądania – innego sposobu, wcale nie gorszego, lecz po prostu innego, na energetyzujący masaż umysłu.

Lubię mikroopowiadania za to, że z szybkością TGV (raczej nie Pendolino) zabierają mnie właśnie “gdzieś tam”, w przestrzeń, w której stykają się świat narracji i to, co tworzy mnie, by wspólnie kreować to zagadkowe miejsce w głębi mojego umysłu. Pozwalają mi, podobnie jak wiersze, pozostać tam dłuższą chwilę, przyglądać się spoza czasoprzestrzeni - niczym bogini wyzwolona z praw fizyki – wszystkim wydarzeniom naraz, oglądać je i obchodzić naokoło, dopowiadać sobie szczegóły, przeprowadzać dogłębną rekonstrukcję historii. Potem wypuszczają mnie z lekką niechęcią z powrotem w ciepłe objęcia moich kotów.

Czy jednak jest to ten pierwotny sposób odbierania opowieści? Oczywiście nie – wszyscy zaczynamy od słuchania, nie od czytania. Baśnie, mniej lub bardziej wiernie relacjonowane słuchającym z zapartym tchem dzieciom, bajeczki i historyjki tworzą podwaliny tego opowieściowego rozumienia świata, które będzie im potem towarzyszyło przez całe życie. A czy nam ktoś jeszcze opowiada literaturę? Jeśli nie, jeśli nam tego brakuje, a znamy angielski hiszpański, to zapraszam do oglądania filmów nadesłanych na konkurs zorganizowany przez cuentacuentos:

http://www.cuentacuentos.eu/Videocuentos/videocuentos.htm.

Mamy tam film zwycięski (video ganador), filmy finalistów (videos finalistas) i uczestników (videos participantes). Można usiąść wygodnie i pozwolić, by opowiadano nam historie. Opowiadanie zwycięskie nadesłano po angielsku z hiszpańskimi napisami, jednak większość filmów to twórczość hiszpańskojęzycznych “opowiadaczy”.

Video ganador, Dan Yashinsky

Jak napisać mikroopowiadanie w stylu angielskim?

20140903StylAngielski

Nie chodzi tu bynajmniej o obicie wszystkich kanap w domu, gdzie rozgrywa się akcja białą tkaniną zadrukowaną wzorkiem z różyczek, różnica polega na pewnej swobodzie w rozmachu pisania – jak już wspominałam, flash fiction obejmuje teksty nieco bardziej rozwlekłe niż microrrelatos. Tam, gdzie Hiszpanie i Latynosi ze wzruszającą zaciętością tworzą zestawienia najlepszych i najkrótszych tekstów (mniej niż 50, mniej niż 30, mniej niż 20 słów…!), Anglosasi pogardliwym wzruszeniem ramion zbywają tak płoche ograniczenia i piszą 300, 500, 1000 słów, a czasem i po kilka tysięcy, co im tam w duszy i sercu zagra. Swoją drogą, to ciekawe, ale może i faktycznie zrozumiałe – narody hiszpańskojęzyczne, słynące raczej z rozwlekłości w mowie, wyznają bardziej precyzyjny kult zwięzłości, podczas gdy ludy języka wywodzącego się z krainy oziębłej lapidarności królują w formach krótkich-lecz-nie-za-krótkich.

Dla chętnych trochę porad odnośnie pisania:

1. Zupełne podstawy podstaw z wikihow:

http://www.wikihow.com/Write-Flash-Fiction

2. Kilka konkretnych porad od autora mikrofikcji:

http://www.fictionfactor.com/guests/flashfiction.html

3. Nieco bardziej rozbudowany poradnik z ćwiczeniami:

http://skylarspring.hubpages.com/hub/The-Challenge-of-Writing-Flash-Fiction

4. Szybkie wskazówki z ćwiczeniami i przykładami:

http://www.writing-world.com/fiction/popek.shtml

5. Profesjonalne porady od wydawców flash fiction w różnej formie:

http://www.thereviewreview.net/publishing-tips/flash-fiction-whats-it-all-about

6. 8 pisarzy mikrofikcji daje porady i opowiada o swoich pierwszych publikacjach:

http://www.thereviewreview.net/publishing-tips/flash-fiction-whats-it-all-about

 

Polecam!

Flash: The International Short-Short Story Magazine

20140802FlashMagazine

Kiedy jeszcze flash fiction nazywana była po angielsku „bardzo krótkimi opowiadaniami” (short-short stories), terminem powoli wychodzącym z użycia, na pewnym sympatycznym uniwersytecie w mieście Chester, znajdującym się – jakżeby inaczej! – w rozsławionym przez kota z Alicji Cheshire – rozpoczęto wydawanie magazynu Flash: The International Short-Short Story Magazine. Nie było to zresztą wcale dawno temu, historia czasopisma sięga nie dalej niż roku 2008. W październiku i w kwietniu czytelnicy subskrybujący Flasha otrzymują świeżą, pachnącą drukiem książeczkę rozmiaru A5, zawierającą sporą dawkę mikroopowiadań nadsyłanych z całego świata, a także jeden czy drugi esej (również w wersji flash – nie więcej niż 360 słów!) oraz z lekka humorystyczne i całkiem poważne recenzje tomów mikroopowiadań, antologii oraz studiów krytycznych poświęconych tematowi. Wreszcie, by nie ograniczać czytelnikom dostępu do żadnego zakątka świata mikrofikcji, redaktorzy wybierają do sekcji „Flash prezentuje” przedruki wydawanych gdzie indziej tekstów.

To czasopismo to nie żadna domorosła inicjatywa służąca publikowaniu mniej i bardziej nieznanych amatorów, tylko ceniony i nagradzany magazyn – ukazanie się w nim czyjegoś tekstu jest dla autora nobilitacją. Dlaczego o nim piszę? Nie wychodzi niestety w wersji elektronicznej, a zatem pozostaje trudno osiągalny dla polskiego czytelnika, jednak – po pierwsze – można tam próbować nadsyłać własne mikroopowiadania i mikroeseje, po drugie – na stronie dostępne są przykładowe mikroopowiadania z każdego numeru, a więc jest tam kilkanaście znakomitych tekstów do przeczytania, wreszcie, i to chyba najważniejsze – już same spisy treści kolejnych tomów oferują wykaz nazwisk pisarzy (z 35 krajów świata!) parających się mikrofikcją. Sami wydawcy wśród najlepszych wymieniają: Margaret Atwood, Beryl Bainbridge, Roberta Olena Butlera, Jennifer Egan, Dave’a Eggersa, Jamesa Kelmana, Bernarda MacLaverty’ego, Jona McGregor’ego, Matta Thorne’a i Williama Wall’a. Jest już zatem z czym szperać w sieci w poszukiwaniu mikroopowiadań!

Zachęcam do lektury, wysyłania tekstów i dalszych poszukiwań!

http://www.chester.ac.uk/flash.magazine

Konkursy, konkursy…

20140728FlashEuropa28

Polscy twórcy mikroopowiadań mają coraz większe pole do popisu – oprócz współprowadzonego przeze mnie i miesięcznik „Charaktery” od stycznia cyklicznego konkursu na mikroopowiadania:

http://www.charaktery.eu/zapiski_z_codziennosci_wasze_mikroopowiadania%20/,

organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania informują o innym konkursie, odbywającym się na nieco większą skalę. „Flash Europa 28” to projekt, którego celem jest przybliżenie Chińczykom rzeczywistości europejskiej za pomocą mikroopowiadań:

http://www.flash-europa-28.org/how-to-enter

Mieszkańcy wszystkich krajów Unii Europejskiej (w wieku od 15 do 28 lat) mogą zgłaszać swoje teksty, liczące nie więcej niż 500 słów i – w naszym przypadku – osadzone w Polsce, z nadzieją na znalezienie się w gronie 140 autorów (po 5 z każdego kraju) wybranych do reprezentowania europejskiej mikrofikcji w Kraju Smoka. Macie czas do 15 sierpnia, powodzenia!

Po angielsku i teksty oryginalne…

Ze względu na sytuację rodzinną rzadko miałam czas, by coś napisać, ale postaram się zamieszczać nowe wpisy regularniej – tym razem coś dla tych, którzy nie znają hiszpańskiego, ale całkiem nieźle radzą sobie z angielskim, a jest Was chyba więcej, prawda?

20140715FlashFictionOnline

Mikroopowiadania nie ograniczają się przecież do świata iberyjskiego i latynoamerykańskiego, skądżeby znowu. W języku angielskim istnieje duża i wciąż rosnąca grupa tekstów należących do tzw. flash fiction – początkowo określane były jako short short stories, ale ostatecznie zwyciężyła nazwa nieco bardziej ogólna, za to wdzięczniejsza.

Tym, którzy szukają konkretów i chcą czytać teksty literackie, a nie wynurzenia na ich temat, polecam od razu najbardziej znany serwis www.flashfictiononline.com, gdzie można znaleźć dużo niezłych mikroopowiadań. Niektóre są autorstwa uznanych pisarzy, inne blogerów, jeszcze inne – początkujących w tym fachu. Co więcej, każdy może wysłać swój tekst z nadzieją na opublikowanie – redaktorzy płacą skromną stawkę 5 centów za słowo i zapewniają bezstronność – czytają mikroopowiadania odarte z wszelkich dodatkowych informacji (w tym imienia i nazwiska autora), by wybrać co miesiąc trzy najlepsze miniaturki do zamieszczenia na stronie, w aktualnym „numerze”. Oprócz samych tekstów znajdziemy tam krótki „wstępniak” (naprawdę w wersji mikro)…  i to by było na tyle. Zainteresowanych konkretnym podgatunkiem odsyłam do menu po lewej stronie – znajdą się tam mikroopowiadania „klasyczne”, kryminalne, grozy, fantasy, science-fiction, „literackie” oraz legendy miejskie. Uwaga! Mikroopowiadania angielskie są zazwyczaj dłuższe od hiszpańskich, inne są limity słów, ale też najzwyczajniej od samego początku były to teksty nieco bardziej rozwlekłe.

Tych, którzy chcą poczytać o flash fiction, zapraszam na bloga twórców flshfictiononline: http://flashfictiononline.com/flashblog/. Publikowane są tam zabawne eseje związane dość ogólnie z pisaniem (np. komiczny tekst „Dzień adopcji autora”), ale też konkretne wskazówki, między innymi przestroga przed wprowadzaniem do mikroopowiadań najczęściej spotykanych typów osobowości – tak się już znudziły redaktorom serwisu, że z miejsca odrzucają twórczość, której bohaterami są: zmagający się z losem pisarz, nieśmiały kujon, student z problemami egzystencjalnymi, osoba na łożu śmierci, niechętny bohater… W zaskakującej poincie tego eseju Chris Phillips, jeden z redaktorów serwisu, zachęca do wykorzystywania wszystkich tych postaci pomimo ostrzeżeń, błaga jednak o nadanie im nowych rysów i popchnięcie w innym kierunku.

Wreszcie, dla tych, którzy oprócz czytania samych tekstów lubią też ucieszyć oko obrazem, flashfictiononline przygotowało wyszukiwarkę wszystkich opublikowanych grafik: http://flashfictiononline.com/flashblog/the-art-of-flash-fiction-online.

Ten serwis to pierwsza propozycja dla czytelników głodnych mikroopowiadań. Dla tych, którzy pragną pożerać je w niezdrowych ilościach, przygotuję niebawem nowe informacje, poodsyłam w nowe miejsca. Tymczasem dla polskojęzycznych czytelników mała niespodzianka – tekst oryginalny, przesłany mi przez jedną z autorek wyróżnionych w prowadzonym przeze mnie we współpracy z redakcją „Charakterów” konkursie na mikroopowiadanie. Pani Ula Rybicka zdecydowała się udostępnić mi dodatkowe krótkie prozy, zamieszczam więc tą, która najbardziej mi się spodobała, by inspirowała i ciekawiła też czytelników mikroopowiadań.pl:

 

Duty Free

hej, pamietasz o wizycie w ucla o 14? pozdrawiam

hej, o 8 masz spotkanie na ul. akacjowej, pozdrawiam

O wszystkim musiałam mu przypominać – nazywał mnie swoją prawą ręką, ale tak naprawdę byłam jego drugą głową. Niby jeden sms, a nierzadko ratował mu życie. Czasem musiałam nastawiać budzik na czwartą, żeby przypomnieć mu o locie do Paryża o siódmej, czasem musiałam wysłać mu przypominajkę – jak on to zwykł pieszczotliwie nazywać – żeby nie zapomniał odebrać swoich dzieci z przedszkola, gdy wypadał jego rodzicielski dyżur.

Przez wiele lat żyłam jego życiem, sterowałam jego krokami tak, jak wieża kontrolna steruje startem i lądowaniem samolotu. Aż któregoś dnia obudził mnie telefon od jego asystentki. Serio, z tej strony asystentka Dyrektora Szuala, tak się przedstawiła. Wyrwała mnie z głębokiego snu, bo przestałam nastawiać sobie budzik odkąd odkryłam, jak dobrze gorący klimat pustyni Negew wpływa na mój nocny odpoczynek. Krótko mówiąc, Asystentka Mojego Szefa pytała, kiedy przyjdę do siedziby firmy podpisać papiery dotyczące rozwiązania umowy.

– Trudno powiedzieć – odparłam szczerze – ponieważ od czasu samobójczego zamachu żaden samolot nie odlatuje z Beer Szewy. Będę bardzo wdzięczna, gdyby Pani była tak uprzejma i przypomniała mi o tym za jakiś czas, pozdrawiam

Ula Rybicka

Wioska zamieszkana przez teksty

Powiadają, że wszystko, co myślimy, mówimy czy piszemy jest intertekstem – zlepkiem tego wszystkiego, co już wymyślono, powiedziano, napisano. Nie do końca się z tym zgadzam, ale powiadają to mądrzy ludzie, więc warto te słowa przytoczyć, szczególnie w kontekście książki, którą chcę dzisiaj zarekomendować hiszpańskojęzycznym czytelnikom – a polskojęzycznym, jak zwykle, z daleka przedstawić i narobić smaku na tłumaczenie, które może kiedyś pojawi się na półkach naszych księgarni. Chodzi o projekt „Las microlocas” (hiszp. locas – szalone) trzech hiszpańskich i jednej chilijskiej pisarki. To szczególne dzieło zostało zainspirowane jednym tekstem znakomitego twórcy mikroopowiadań, Juana José Arreoli, zatytułowanym „El guardagujas” („Zwrotniczy”):

Zwrotniczy

Niech pan posłucha: wioska F. powstała w wyniku jednego z tych wypadków. Pociąg wjechał na nieprzejezdny teren. Zeszlifowane przez piasek koła starły się aż do osi. Pasażerowie spędzili tyle czasu razem, że z wymuszonych, trywialnych konwersacji zrodziły się bliskie przyjaźnie. Niektóre z tych przyjaźni przekształciły się wkrótce w idylle, a rezultatem jest F., postępowa wioska pełna psotnych dzieci, które bawią się zardzewiałymi resztkami pociągu.

Juan José Arreola (tłum. ADK)

Jak tłumaczą autorki: Eva Díaz Riobello, Isabel González, Teresa Serván i Isabel Wagemann, tekst Arreoli zainspirował je do stworzenia nowej przestrzeni, wioski mikrofikcji, gdzie rozgrywają się rozmaite historie. Nie jest to antologia, lecz książka opracowana jako zbiór opowiadań pisanych indywidualnie, ale podlegających pewnemu wspólnemu porządkowi. Twórczynie opowiadają zresztą, że choć pisały – każda z nich – w zaciszu własnych głów, konsultowały potem między sobą teksty, pożyczały sobie bohaterów, proponowały zmiany i wygładzały nierówne kanty mikroopowiadań koleżanek. „Zwrotniczy” Arreoli i wzajemne nawiązania nie są jedynymi intertekstami – w książce nie brakuje mrugnięć okiem do wielu uznanych autorów i dzieł mikrofikcji.

            Co ciekawe, choć może mało zaskakujące w dobie dominacji Internetu, konsultacje i rozmowy między autorkami odbywały się w sieci – poprzez liczne maile, które pozwalały na niekończące się dyskusje, wymiany zdań – wirtualne spotkania składające się na wydłużoną konwersację, świadectwo twórczej pracy.

            Na zachętę jeden z tekstów książki „La aldea de F.”, autorstwa Teresy Serván:

Ekscytacja zmarłych

Najmłodsza dziewczynka w wiosce zajmuje się oporządzaniem zmarłych. Raz w miesiącu, w skąpej spódniczce i z figlarnym dekoltem, przemierza cmentarz i, ze szmatką w ręku, klęka na grobach. Podczas gdy szoruje kamień, jej biodra poruszają się w rytmie bolera. Wydobywa blask z nagrobków, a jej piersi tańczą. Palce się mylą, rozstrajają, omdlewają, tańczą ze ścierką, polerując marmur. Ziemi bije serce. Wybucha kwiatami koloru fuksji. A z nekropolii sączy się lepkie powietrze. Mdląco słodki zapach, który pokrywa wioskę, zatapiając ją w żółtawym letargu.

 

Teresa Serván (tłum. ADK)

Polecam: La aldea de F., Las Microlocas, Eva Díaz Riobello, Isabel González González, Teresa Serván e Isabel Wagemann (Dirección de Literatura, UNAM, wydawnictwo punto de partida 9, 2011), oraz poświęcony książce wirtualny dodatek czasopisma Quaderni Ibero Americani: Duende, nr 8, luty 2014.

Co czytają autorzy mikroopowiadań?

 

 

źródło: A. Marcos, “¿Cuál es su microrrelato favorito?”, El País, 20.03.2013 r., http://cultura.elpais.com/cultura/2013/03/14/actualidad/1363255015_427695.html

Ana María Shua, pisarka

[Moim ulubionym mikroopowiadaniem] jest Wyjazd Franza Kafki. Mikroopowiadania nie są jak mistrzowie tenisa – jedna kategoria, w której najlepszy wygrywa ze wszystkimi. Dlatego mam setki ulubionych “mikro”. Kafka był gigantem mikroopowiadania, a jego tekst służy mi do udowadniania, jak mały jest związek między tym gatunkiem a tweetem… I jak można grać dwuznacznością, wieloznacznością i  udręką w mniej niż dziesięciu linijkach.

tłum. ADK

Wyjazd

Kaza­łem wypro­wa­dzić konia ze stajni. Słu­żący nie zro­zu­miał mnie. Poszedłem sam do stajni, osio­dła­łem konia i dosia­dłem go. Z daleka usłysza­łem gra­nie trąbki, zapy­ta­łem słu­żą­cego co to zna­czy. Nie wie­dział o niczym i nic nie sły­szał. Przy bra­mie zatrzy­mał mnie i zapytał:
- Dokąd pan jedzie?

– Nie wiem — powie­dzia­łem — byle dalej stąd, byle dalej. Tylko dalej, jedynie tak mogę osią­gnąć swój cel.
– Znasz zatem swój cel? — zapy­tał
– Tak — odpar­łem — powie­dzia­łem prze­cież. Odda­lić się stąd — oto mój cel.

Franz Kafka

tłum. Roman Karnst (Franz Kafka, Dzieła Wybrane I,
’Ame­ryka, Nowele i minia­tury, Wyrok’, PiW 1994)

Fernando Iwasaki, pisarz

Ponieważ gatunek niedawno został doceniony w XXI wieku, czasami zapominamy, że od połowy wieku XX byli autorzy tacy jak Julio Torri, Augusto Monterroso, Juan José Arreola i Marco Denevi, którzy pisali wspaniałe minifikcje. “Ciąglość parków” Julio Cortazara jest częścią tego świata, i jest mikroopowiadaniem idealnym, bo opowiada historię, uwodzi fabułą i ma nadzwyczajne zakończenie.

tłum. ADK

Ciągłość parków

Zaczął czytać tę książkę parę dni przedtem. Przerwał z powodu pilnych spraw i otworzył znowu, wracając pociągiem na wieś; powoli wciągał się w wątek, w rysunek postaci. Tegoż popołudnia, po napisaniu listu do pełnomocnika i przedyskutowaniu z rządcą kwestii dzierżaw, wrócił do niej w ciszy swojego gabinetu wychodzącego na dębowy park. Zagłębiony w ulubionym fotelu, plecami do drzwi, żeby mu nie przeszkodziło ewentualne pojawienie się jakiegoś intruza, lewą ręką raz i drugi pogładził zielony aksamit i zabrał się do ostatnich rozdziałów. Jego pamięć bez wysiłku zatrzymywała imiona i obrazy bohaterów, atmosfera powieści ogarnęła go prawie od razu. Niemal perwersyjnie rozkoszował się świadomością, iż każda linia odrywa go od tego, co go otacza, że głowa jego spoczywa wygodnie na aksamicie oparcia, że papierosy leżą w zasięgu ręki, że za oknami tańczy powietrze popołudnia pod dębami. Pochłonięty ponurym dylematem bohaterów, śledząc słowo po słowie konkretyzujące się, nabierające kolorów obrazy, był świadkiem ostatniego spotkania w góralskiej chacie. Pierwsza, nieufnie się rozglądając, weszła kobieta, teraz nadchodził kochanek, twarz miał zranioną od uderzenia gałęzi. Czule tamowała mu krew pocałunkami, ale oganiał się od jej pieszczot; nie po to tu przyszli, aby powtarzać ceremoniał namiętności, skrywanych pod osłoną zeschłych liści i odludnych ścieżek. Sztylet grzał się na jego piersiach, w których pulsując czaiła się wolność. Zdyszany dialog biegł przez stronice niby strumień węży i czuło się, że wszystko zdecydowane jest od dawna. Nawet te pieszczoty, które związywały ciało kochanka, jakby chciały odwieść go, powstrzymać, rysowały ohydnie kształt tamtego ciała, które należało zniszczyć. Nic nie zostało zapomniane: przejścia na skróty, przypadki, ewentualne pomyłki. Począwszy od tej chwili każda sekunda miała swoje zadanie, swój dokładnie wyznaczony plan. Wspólne, bezlitosne powtarzanie go przerywało się na sekundę, by ręką pogłaskać policzek. Zapadał zmrok. Nie oglądając się już na siebie, ściśle związani zadaniem, które ich oczekiwało, rozstali się znowu na progu chaty. Ona miała iść ścieżką wiodącą na północ. Z przeciwległej ścieżki on na chwilę zawrócił, by spojrzeć na nią, biegnącą z włosami w nieładzie. Po czym i on pobiegł, kryjąc się za drzewa, za krzaki, aż do chwili, gdy w fiołkowym świetle zmroku dojrzał topolową aleję wiodącą ku domowi. Psy nie miały szczekać i nie szczekały. Rządcy nie miało być i nie było. Wbiegł po trzech stopniach, które prowadziły do sieni i wszedł do domu. Poprzez uderzenia krwi tętniące mu w uszach słyszał słowa kobiety: najpierw pokój błękitny, potem galeria, potem wyłożone dywanem schody. Na górze dwoje drzwi, w pierwszym pokoju nikogo, w drugim nikogo, potem drzwi do salonu – a wtedy sztylet w rękę, światło wielkich okien, wysokie oparcie fotela wybitego zielonym aksamitem, głowa człowieka czytającego w fotelu książkę.
Julio Cortázar
tłum. Zofia Chądzyńska (J. Cortazar, Opowiadania zebrane,
Wydawnictwo Muza 1996, s.301-302)
komiks na podstawie opowiadania “Ciągłość parków”,
zamieszczony w El País, w artykule źródłowym:
Ciągłość parków komiks

Szelest motylich skrzydeł na Twitterze

         Sen motyla okladka

Mikroopowiadania liczące 150 słów pozwalają opowiedzieć wcale złożoną historię – jest tam miejsce i na zabawę stylem, i na trochę parodii, zmieści się nawet skromny i wychudzony wątek poboczny lub epicka postać drugoplanowa. Format tweetu to już jednak inna bajka, zamyka bowiem w 140 znakach i z natury ulatuje w niebyt, gdy tylko pogrzebie go stos wpisów smętnie prozaicznych („piję kawę, jest piąteczek”), ale nowszych. Podporządkowując się pierwszemu wymaganiu i walcząc z drugim, Juan Romagnoli wydał książkę #ElSueñodelaMariposa (# to symbol pozwalający na tagowanie wpisu), czyli #SenMotyla, zbiór 320 tweetów własnego autorstwa. Violeta Rojo, autorka jednego z pierwszych opracowań mikrofikcji, chwali pisarza za wyrwanie mikroopowiadań spod fali zmywającej piasek.

Argentyńska książeczka niewielkiego formatu, zilustrowana przez Juana Luisa Lopez Anayę, podzielona jest na cztery części odpowiadające czterem porom roku. Nie daje się sklasyfikować jako konkretny podgatunek – obok tekstów oniryczno-fantastycznych pojawiają się mikroopowiadania „niezwykle zwykłe” o miłości.

Tytuł nawiązuje do jednego z najbardziej znanych mikroopowiadań, pochodzącego z tradycji mistrzów lapidarności, z trzeciego stulecie przed naszą erą:

 Sen motyla

Chuang Tzu śnił, że jest motylem, i obudziwszy się nie wiedział, czy jest Chuangiem Tzu, który śnił, że był motylem, czy motylem, który śni, że jest Chuangiem Tzu.

Chuang-tzu

z hiszpańskiego tłum. ADK

Autora #SnuMotyla śledzić można na Twitterze jako @jromagnoli, a książkę (oczywiście w języku hiszpańskim) warto kupić, na przykład tu: http://macedoniaediciones.com.ar/catalogo.html. Niech świadczy o tym niewielka próbka twórczości Romagnoli:

Wymazałem cię z mojej pamięci na zawsze. Teraz twoja fotografia na moim stoliku nocnym jest zdjęciem nieznajomej.

Ów ładny jednorożec, aby nie zwracać uwagi, symulował, że jest koniem idącym na bal przebierańców.

Morze wciąż zwraca mi butelkę z moją wiadomością. Dlatego piszę tylko słowa, które dodadzą mi otuchy.

Napisałem już wiadomość i zamknąłem ją w butelce. Brakuje mi tylko morza.

tłum. ADK

Co robią w wolnym czasie hiszpańscy prawnicy?

Naturalnie piszą mikroopowiadania.

Na głównej stronie internetowej zrzeszającej hiszpańskich prawników (http://www.abogacia.es) znajdują się – obok aktualności, ważnych informacji dla adwokatów i ich klientów, wskazówek dla uczących się, specjalistycznej prasy – linki do “10 najlepszych filmów prawniczych” oraz, jakżeby inaczej, podstrona projektu “Konkurs na opowiadania o adwokatach” (http://www.microrrelatosabogados.com).

Konkurs ma już swoją piątą edycję i cieszy się dużą popularnością, nie tylko w środowisku prawniczym. Każdy tekst musi być powiązany tematycznie ze światkiem adwokatów, sądów, tóg i białych peruk, więc pomysłodawcy mimowolnie (a może zupełnie celowo?) przyczyniają się do rozwoju podgatunku “mikroopowiadania prawnicze”. Utwory różnią się zdecydowanie od – zazwyczaj – dość płaskich znaczeniowo i sztampowych treściowo thrillerów prawniczych, sięgają bowiem do różnych tradycji i rzadko zahaczają o sensację.

Projekt trwa nieprzerwanie od sierpnia 2008 roku. Co miesiąc ogłaszanych jest pięć słów, które znaleźć się muszą w nadsyłanych tekstach. Każdy (nie tylko prawnicy, nie tylko Hiszpanie – w konkursie może brać udział każdy niezależnie od miejsca zamieszkania… byle tylko umiał napisać mikroopowiadanie po hiszpańsku) może zgłosić jeden utwór (o długości nieprzekraczającej 150 słów) miesięcznie. Najciekawsze publikowane są na stronie projektu, raz w miesiącu przyznawana jest nagroda 500 euro, natomiast raz w roku spośród dwunastu najlepszych mikroopowiadań wybierane jest jedno, którego autor otrzymuje 3.000 euro. A zatem – do roboty!

Na zachętę tłumaczenie zwycięskiego tekstu z maja 2013 roku (słowa narzucone w konkursie: zaniedbany, igła, opieka, eklektyczny, cywilny):

Autor: Javier de Pedro Peinado

MÓJ KLIENT

Mój klient jest biednym ćpunem. Sięgnął tak blisko dna, że obawiam się, iż nie będzie w stanie stawić się w sądzie. Nie widziałem go bardzo długo, do czasu gdy kilka tygodni temu przyszedł do mojego biura prosić o pomoc, i wyniósł ukryte pod brudną koszulą srebrne przyciski do papieru. Chaotyczny i niezgrabny, jest jak zombi, który nie myśli właściwie o niczym poza igłą, a kiedy uśmiecha się bezzębnymi ustami, wydaje się najbardziej zaniedbaną istotą, jaką można sobie wyobrazić. Robi wrażenie widzieć go tam siedzącego, tak wychudzonego, w swoim eklektycznym odzieniu, spoglądającego nerwowo na swój czerwony zegareczek na pasku. Sala cywilnego jest pusta; rozprawy dotyczące sprawowania opieki nie są zazwyczaj popularne. Uśmiecha się i mruga do mnie okiem, w geście, który zwykł mi się wydawać uspokajający kiedyś, kiedy ten smutny i wycieńczony facet był jeszcze moim starszym bratem.

tłum. ADK

Oryginał znajduje się tutaj: KLIK

 Dziura w murze

10 MIKROZAPISKÓW O MIKROOPOWIADANIU

Celny i dający do myślenia tekst Andrésa Neumana, autora mikroopowiadań i bloga http://andresneuman.blogspot.com/:

 

Powołaniem każdego przyzwoitego mikroopowiadania jest rosnąć tak, by nie zostało zauważone.

Nie jest tym samym zwięzłe i krótkie: zwięzłe milknie na czas, a krótkie przed czasem.

Najdziwniejsza w mikroopowiadaniu nie jest jego miniaturowa objętość, ale jego radykalna struktura.

Bohaterowie mikroopowiadania chodzą obróceni profilem.

Pokusa żartu jest termitem mikroopowiadania.

Każde mikroopowiadanie zaczyna się w cudzysłowie i kończy na wielokropku.

Znaki interpunkcyjne stawiać skalpelem.

Czasowniki latają, rzeczowniki biegną, przymiotniki ważą.

Mikroopowiadanie potrzebuje czytelników odważnych, to znaczy takich, którzy zniosą niekompletność.

Im zwięźlejsze się wydaje, tym wolniej powinno się je czytać.

 Źródło: El País, 1.10. 2007r.

Zwięzłe i krótkie:

SONY DSC

 

 

http://andresneuman.blogspot.com/